RSS
poniedziałek, 01 listopada 2010
DEZAKTUALIZACJE I AKTUALIZACJE p.1

By nie przedłużać, bo tytuł i tak mówi wszystko

AT THE GATES - "The Red in the Sky is Ours" z niezłej na bardzo dobrą
bo to rewelacyjny, klasyczny krążek, patrząc tokiem logicznym protoplastyczny dla SotS, z najgorszym brzmieniem jakie kiedykolwiek wyprodukowano

DEICIDE - "Deicide" z średniej na genialną
co tu mówić, głupi byłem, że s.t. prawie zawsze wykluczałem z klasyki gatunku i tylko "Legion" trzymało pozycję, choć i tak żałośnie słabą jak na band tej niesplamionej rangi

DEMIGOD - "Slumber of Sullen Eyes" z przeciętnej na bardzo dobrą
pamiętam jak jakieś dwa lata temu ziewałem przy odsłuchach Finów. stara szkoła jak ja pierdolę, ale sama forma nie stanowiła dla mnie wartości i co ważne, jedni z fali "jedynych słusznych i zasłużonych" z krainy Tysiąca jezior

DEMONICAL - "Hellsworn" z średniej na bardzo dobrą
z przeciętnej i na domiar złego monotonnej płytki, płyta bardzo dobra. oceny nie jestem do końca pewien, ale liczyłbym tylko na tendencję żwyżkową

DISMEMBER - "The God That Never Was" z średniej na perfekcyjną
numero uno, w najłagodniejszym wypadku obok dwóch pierwszych i "Death Metal". bo w końcu zajebiście surowe, dojebliwe w przeciwieństwie do dwóch poprzedniczek i zabójczo szybkie. i w końcu Dismember postawił na numery krótkie, treściwe a rozwlekłe i nudne epopeje (typu "mistweaver") zredukował do zera

IMMOLATION - "Dawn of Possession" z średniej na bardzo dobrą
z kompletnie niesłuchalnej papki DoP awansowało na najlepszy album Immo, stojący obok "Close to a World Below", i jeden z najlepszych albumów w death metalu

INTERMENT - "Into the Crypts of Blasphemy" z bardzo dobrej na przeciętną
przeciętniak, nudny jak śledź w oleju, ze sztucznym soundem, debilnie plagiatorskimi tytułami, który jest po prostu kalką wszystkich innych szwedzkich weteranów, bez cienia potencjału, jaj i nawet profesjonalizmu czy szlifu. ot takie patataj na modłę tej nudniejszej Szwecji, bo pozbawionej feelingu

MORBID ANGEL - "Altars of Madness" z średniej na genialną
jakikolwiek komentarz jest zbędny, może tylko sprostowanie do 6/10. nienawidzę się uprzedzać do muzyki, ale to jest silniejsze ode mnie. przez jednego debila właściwie odłożyłem Morbidów na ładny czas, ale w końcu odpaliłem i to szaleństwo jest nadal kompletne, nadal kopie, kąsa, wabi i wbija na rogi

NOMINON - "Monumentomb" z perfekcyjnej na średnią, ale pogodziłem się ze Sweden i na bardzo dobrą
nie przesadzałem w ogóle z zajebistością ostatniego Nominon, bo to najlepszy krążek ich i najlepszy szwedzki na przestrzeni lat. brudne, bez syntetycznego soundu jak u Interment, Z JAJAMI, mocarne i esencjonalne. wyżyma z pojęcia "Szwecja" soki co do ostatniej kropli, nie ma mowy o naśladownictwie

SUFFOCATION - "Blood Oath" z bardzo dobrej na niezłą
z tydzień czy dwa temu, katowałem Suffo przez kilka dni i faktem jest, że debiut i "Pierced..." nie mają sobie równych. "Blood oath" jest średniakiem w ich dorobku, ot dobra płyta, nienajgorszy aranż i kompozycje, ale też bez jarania się. na pewno z co najmniej punkt traci za brzmienie i parę wałków, jednak to nic ponad normę

VOID OF SILENCE - "The Grave of Civilization" z perfekcyjnej na bardzo dobrą

równie zajebista co parę miesięcy temu, ale ten szkopuł, że nie robi już takiego mocarnego wrażenia. jest doskonale, zadbano o najmniejsze szczegóły, pewnie najlepsze funeral doomowe wydawnictwo w historii, ale nie przytłacza tak bardzo jak po premierze

GORGOROTH - "Quantos Possunt ad Satanitatem Trahunt" z perfekcyjnej na przeciętną
najgorsza plyta by Gorgoroth. tyle na temat "Quantos..."

GORGOROTH - "Ad Majorem Sathanas Gloriam" z średniej na bardzo dobrą
tak samo wysoki poziom jak na "Incipit satan", z tym że więcej blacku, mniej patosu, więcej klimatu, zajebistych riffów i solówek. powinienem ujebać z punkt za kopię "An excerpt of x", ale co mi tam, skoro zajebiste :D idealne dopełnienie trójcy Norweżków

wtorek, 31 sierpnia 2010
Muzyczne podia, part 1

ANOREXIA NERVOSA
1. New Obscurantis Order
2. Redemption Process
3. Drudenhaus

ARCTURUS
1. La Masquerade Infernale
2. The Sham Mirrors
3. Aspera Hiems Symfonia

DAK FUNERAL
1. Diabolis Interium
2. Vobiscum Satanas
3. The Secrets of the Black Arts

DARKTHRONE
1. Under a Funeral Moon
2. Panzerfaust
3. Transilvanian Hunger

DESASTER
1. Tyrants of the Netherworld
2. Hellfire's Dominion
3. A Touch of Medieval Darkness

EMPEROR
1. Anthems to the Welkin at Dusk
2. In the Nightside Eclipse
3. Wrath of the Tyrant

GORGOROTH
1. Pentagram
2. Antichrist
3. Under the Sign of Hell

MARDUK
1. World Funeral
2. Panzer Division Marduk
3. Dark Endless

MAYHEM
1. De Mysteriis Dom Sathanas
2. Deathcrush
3. Wolf's Lair Abyss

SAMAEL
1. Blood Ritual
2. Ceremony of Opposites
3. Worship Him

ABORTED
1. Goremageddon: The Saw and the Carnage Done
2. The Archaic Abattoir
3. Engineering the Dead

DEEDS OF FLESH
1. Inbreeding the Anthropophagi
2. Reduced to Ashes
3. Path of the Weakening

NILE
1. Amongst the Catacombs of Nephren-Ka
2. Black Seeds of Vengeance
3. Those Whom the Gods Detest

SEVERE TORTURE
1. Feasting On Blood
2. Misanthropic Carnage
3. Slaughtered

SUFFOCATION
1. Pierced from Within
2. Blood Oath
3. Breeding the Spawn

DEICIDE
1. Legion
2. s/t
3. Once upon the Cross

DISMEMBER
1. Death Metal
2. Misanthropic
3. Indecent and Obscene

ENTOMBED
1. Left Hand Path
2. Clandestine
3. Serpent Saints

GOREFEST
1. Mindloss
2. Rise to Ruin
3. False

GRAVE
1. Into the Grave
2. Dominion VIII
3. As Rapture Comes

SINISTER
1. Diabolical Summoning
2. Cross the Styx
3. Hate

UNLEASHED
1. Where No Life Dwells
2. Shadows in the Deep
3. Hammer Battalion

VITAL REMAINS
1. Icons of Evil
2. Dechristianize
3. Let Us Pray

DIMMU BORGIR
1. For All Tid
2. Stormblast
3. Enthrone Darkness Triumphant

DISSECTION
1. Storm of the Light's Bane
2. The Somberlain
3. Live in Stockholm 2004

NAGLFAR
1. Vittra
2. Harvest
3. Diabolical

AMON AMARTH
1. The Avenger
2. Once Sent from the Golden Hall
3. The Crusher

DARK TRANQUILLITY
1. Character
2. Damage Done
3. Projector

DEFLESHED
1. Under the Blade
2. Abrah Kadavrah
3. Ma Belle Scalpelle

DETONATION
1. Portals to Uphobia
2. An Epic Defiance
3. Emission Phase

GOD DETHRONED
1. Passiondale
2. Ravenous
3. The Christhunt

KALMAH
1. The Black Waltz
2. Swampsong
3. For the Revolution

MERCILESS
1. The Treasures Within
2. The Awakening
3. s/t

THE FORSAKEN
1. Manifest of Hate
2. Arts of Desolation
3. Traces of the Past

piątek, 23 lipca 2010
Disavowed "Perceptive Deception" 2001 (Holandia)

Ależ ch...we brzmienie ma ten Disavowed. Jak można było skrzywdzić tak dobry brutal? To chyba oczywiste, że od tej muzyki wymaga się konkretnego urwania łba i totalnego rozpi...olu, a nie klimatu i remizowych melodii. Zaś tu pierwsze skrzypce gra właśnie dźwięk, który daje smaczny brutalny death metal praktycznie nie do przyswojenia. Po własnoręcznym grzebaniu w kreatorze dźwiękowym dopiero uzyskałem w miarę satysfakcjonujący efekt i po wcześniejszym wałkowaniu tego materiału starczyło mi dosłownie DWA RAZY by zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. A chodzi. Chodzi jak dobrze naoliwiony traktor, terkocze, miażdzy i sunie przed siebie. Geniuszu nie uświadczymy tu za grosz, ale czy którykolwiek brutalizer myśli o zrewolucjonizowaniu sceny? To 9. zwartych i rzeczowych kompozycji o lekkim zabarwieniu grindowym. Ciurkane, niewyraźne wokalizy świetnie spisują wyznaczoną rolę i zarazem tworzą patologiczny klimacik, który zespala się z pomylonym podkładem muzycznym. Raz karabin maszynowy, a raz sprawne przejścia i zagrywki perkusyjne wspomagane kawalkadą rzężących gitar, tym razem schowanych lekko z tyłu. 30. minut ćwiartowania i segregowania mięcha, którymi zainteresuje się każdy sympatyk gatunku. A jeśli tekst cię nie przekonał to spójrz na okładkę - specyfik Unique Leader. Groteskowa, krzywa morda idealnie charakteryzuje to, co się dzieje w muzie zawartej na tym krążku. 8/10

środa, 21 lipca 2010
Co nowego... (cz. II)

Tym razem postanowiłem ograniczyć się do samej muzyki, bo dla filmów szykuje szerszy opis. Czyli wkrótce część trzecia...

MUZYKA

Against the Plagues "Decoding the Mainframe" - fuzja dwóch zespołów: Emperor i (uwaga) Hypocrisy - tak to widzę. Niezłe, ale niebardzo oryginalne. Wyróżniłbym skrzekliwe wokalizy manierowo przypominające Ihsahna i bębny ładnie wypełniające i w miarę starannie skrywające lukę gitarową. Też za sztucznie brzmią mi te klawisze, jakby były tak inteligentniej powtykane... tak czy siak płyta warta uwagi. 7/10

Deivos "Gospel of Maggots" - second album techdeathowej grupy z Lublina. To już nawet nie jest techniczny metal, to raczej POST, bo nie słyszałem w nurcie tak skomplikowanych połamasów, a zarazem tak perfekcyjnej precyzji. Krótkie, zabijające numery. Mus dla każdego szanującego się deathowca. 8/10

Immolation "Majesty And Decay" - prawdą jest, że ten krążek jest mocny. Prawdą jest, że to metal-potęga, bo riffy dumne i jednakowo potężne dosłownie powalają na kolana. Ale nie prawdą jest, że to objawienie i najciekawsza pozycja w dokonaniach Amerykanów. Albo fani tak się już na ten zespół napalili, że stracili jakikolwiek obiektywizm, albo statusują go kultowym po usłyszeniu paru kawałków na myspace. Ja jako ktoś kto Immolation lubi, ale nie szaleje za nim, mogę powiedzieć: potężny death, nieco wolniejszy niż na poprzednich wydawnictwach, dumniejszy, ale jednak "Shadows in the Light", które kruszyło szare komórki, jest lepsze. 8/10

Nominon "Monumentomb" - czy ci oldschoolowi oldboy'e mają jakieś słabsze ogniwo w twórczości? Katowałem każdy album z osobna, nawet kompilacje, na różne sposoby doszukiwałem się niuansów i nic z tego. To po prostu kapela kompletna, obecnie nawet flagowa, pchająca przed sobą wózek zwany "swedish oldschool death metal". Nominon częściej bliżej było do kapel swobodnie poruszających się w stylistyce thrash/death, czyli Merciless, Serpent Obscene, Maze of Torment... z kolei nowe cd to totalnie miażdzące dzieło, dziarsko zajeżdzające zgniłą zawiesiną i trupim kałem. Klasyczne roll-rytmy, epickie riffy, chrypliwo-tubalne wokale i wiele wiele więcej przyjemności doświadczymy po wejściu do cmentarnej krypty z wyrytym napisem: "Monumentomb". 9,5/10

Severe Torture "Slaughtered" - to już piąty longplej Holendrów. Stricte brutalu nie grają już od bodajże dwóch płyt, ta jest trzecia. Dużo szybkich temp, sporo typowej dla tego gatunku sieczki i totalnie miażdżące wokale, szczególnie dla których warto płytę usłyszeć. ST porównałbym do obecnego oblicza Vomitory - grają na podobnym strojeniu, w podobnym tempie, tylko może jest mniej rytmicznie czym specyfikują się Szwedzi. Choć album jakoś mnie nie rozbroił i nie zaskakiwał, jak było przy dwóch peirwszych krążkach, to za każdym razem miło i bez patrzenia na zegarek spędzałem przy nim czas. 8/10

Witchery "Witchkrieg" - wyborna muza. Kapeli zmiana wokalisty wyraźnie wyszła na zdrowie, bo Legion klasę zdążył udowodnić na paru (swą drogą dla mnie najlepszych) albumach Marduk. 10. thrash/blackowych numerów, krótkich, za to rzeczowych. Idealny soundtrack do jazdy samochodem czy picia z przyjaciółmi. Hicior za hiciorem. Thrashowy rock'n'roll XXI wieku. 8/10

sobota, 10 lipca 2010
Co nowego... (cz. I)

Dziś pierwszy part. Na dniach postaram się dać ciąg dalszy...

FILM

Babylon A.D. - typowy akcjoner z jakimś tam przesłaniem. W sumie można obejrzeć choćby z uwagi na nienajgorszą rolę Vina Dissela i ładną francuzkę, ale bez szukania ambitnego sensu. Film trochę oparty na łamaniu hedonizmu i jego tendencji, bo samej stricte akcji, strzelanin, bijatyk jest mniej niż w typowym kinie klasy B. 6,5/10

Lakeview Terrace - podobało mi się zaraz po obejrzeniu, ale na drugi dzień entuzjazm spłynął ze mnie wraz z chęcią zobaczenia tego jeszcze raz. Pierwsze co się rzuca w oczy to infantylność i naiwna gra Patricka Wilsona i jego filmowej żony, Kerry Washington. Zabrakło naturalności, zaskoczenia, bo zastąpiły to banały (ślepa odwaga w każdej sytuacji wcześniej wspomnianego aktora) i jednym wielkim atutem jest Samuel L. Jackson, któremu coraz częściej i lepiej gra się w ekstrawertycznych rolach. Jako rasistowski policjant jest świetny, a sam film kończy się niezłym zwrotem akcji... choć prawdę mówiąc, lekko mnie rozczarował. Wbrew paru niuansom warto.

MUZYKA

Enochian Crescent "NEF.VI.LIM" - nigdy fanem Finów nie byłem i pewnie nie będę. Pierwsze co wpadło mi z ich warsztatu to słabiutkie "Black Church" i może stąd moja neutralność. Tym razem EC nie zawiódł, a nawet całkiem miło zaskoczył. Praktycznie to epka, ale śmiało mogłaby być longplejem (30 minut materiału). Dużo blacku, dużo walenia w werbel, ale też sporo tego ich balladowego zwyczaju, co jest fajne i miło się tego słucha. CD równie dobre co dwa pierwsze. 8/10

Grave "Burial Ground" - mam dylemat z moimi zza grobowymi faworytami, bo z jednej strony "Burial Ground" to niezwalniający krążek z masą genialnych riffów i inspiracjami debiutem. Z drugiej zaś strony to odgrzewany kotlet pod postacią "Sexual Mutilation" (którym swoje zniesmaczenie wyrażałem na FB) i paru wypychaczy i łupaniu na czas. Bardzo fajnie, że Ola się rozwija wokalnie, że kapela nadal istnieje i nagrywa kapitalne płyty. Jednak to trochę spoczęcie na laurach jeśli obiektywnie porówna się ten z ideałem zatytułowanym "Dominion VIII". 7,5/10

Void of Silence "The Grave of Civilization" - jak w przypadku Enochian Crescent, ci doomowi Włosi byli mi równie obojętni. Diametralna zmiana zaszła dzięki czwartemu już albumowi, dojrzalszemu i świetlistemu. Z początku raziły mnie wokale: "no nie, jak można było w muzyce o takim ciężarze zrezygnować z ryku?", jednak szybko się przekonałem, bo facet ma coś, czego niektórym doomowcom brakuje: emocje. Niezwykle przestrzenne CD, którego przestrzenność rozświetla i podkreśla monumentalizm boskich riffów, a ta niecała godzina schodzi jak z bicza strzelił. I ta wyborna okładka... 10/10

Entrails "Tales from the Morgue" - po zaskakującej a zarazem śmiesznej epce (no proszę, to syntetyczne brzmienie i te plastikowe gary... :D) nadeszło lp, które... no nie zachwyca. Niby słucha się tego łatwo i przyjemnie, ale czasami aż za łatwo i za melodyjnie, co nie czyni Entrails oldschoolem z prawdziwego zdarzenia. Wzmocniony dźwięk i żywe bębny to jedyna innowacja, bo resztę słyszeliśmy już na demie. Mocny średniak. 6/10

Interment "Into the Crypts of Blasphemy" - z ocenieniem tego "debiutu" nie miałem najmniejszego problemu, choć słyszałem parę skrajnie różnych opinii. Jak dla mnie krążek rewelka. Smoliste brzmienie? Jest. Nisko strojone gitary i zdarte ryki? Są. A poza tym dismemberowata perkusja, dismemberowate tytuły i idealnie pasująca okładka. Z tymi nazwami kawałków trochę polecieli w przysłowiowego "wuja", ale tu się treść liczy, a nie forma! :) 9/10 (przy dobrym dniu autora nawet 9,5/10)

wtorek, 25 maja 2010
Wstęp do dużego, czerwcowego wpisu (sratytaty...)

Tak jak w tytule. Być może jakimś cudem zachce mi się w końcu coś publikować, ale w sumie po co robić to często - czy tak naprawdę wszyscy czytają moje muzyczne wypociny? ;)

Dismember "Where Ironcrosses Grow" - nie wiem czy to nie mój ulubiony album. A jeśli nie, to na pewno bardzo często odświeżany. Dużo hitów, parę charakterystycznych czołgów ("Me-God", "Children of the Cross") i ta wszem i wobec tryskająca moc. Poza tym solówki w stylu dobrej poprzedniczki, choć zdaje się, że ta płytka jednak jest melodyjniejsza.

Dew-Scented "Invocation" - po przebojowym "Incineration" (ciekawostka: wszystkie płyty DS zaczynają się na literkę "I") i całkiem pomysłowym nagrali już raczej przeciętniaka, bo sporo tu zapożyczeń z "Inwards" i właśnie wcześniej wspomnianej poprzedniczki. Dobre granie, ale bez zachwytów.

Defleshed "Under the Blade" - ostatni wbijający w glebę Defleshed. Dlaczego? Kto zna "Fast Forward", ten wie. Szybko, bez zwolnień, chwytliwiej niż na debiucie i dupokopiąco. Więcej w temacie powiedzieć się nie da.

Samael "Blood Ritual" - wyróżniam się z tłumu i toleruję wszystko po "Ceremony of Opposites". Co prawda wraz z "Reign of Light" z otwartymi ramionami wyszli do mas, jednak nawet w tym co grają, trzymają odpowiedni poziom. Wracając do tytułu; u mnie ranking wygląda tak: 1. Blood Ritual, 2. Ceremony of Opposites, 3. Worship Him. BR zabija mrokiem a minimalizm dodaje tylko dobrego smaku. Jak zwykle wolno i jak zwykle pełna intensywność monistycznych riffów. :D

Dimmu Borgir "For All Tid" - kiedyś sądziłem, że to ich trzeciego dzieła słucha mi się najlepiej. Ale na debiucie pokazują swój mistycyzm w pełnej krasie i którego nie potrafili już odgrzebać na kolejnych wydawnictwach. A tak pół żartem dodając, posłuchajcie sobie "Raabjorn Speiler..." i tego fantazyjnego intro. Nie przypomina wam to z lekka soundtracku Pimmonów z Alien Nations2? ;)

Vital Remains "Icons of Evil" - swego czasu po cichu kochałem się w Ikonach, ale jakoś mi przeszło. Jak zazwyczaj zresztą. Niemniej jednak te epickie riffy potrafią pisać tylko ci Amerykanie, a Dave Suzuki jest chyba pół-bogiem.

Deicide "Deicide" / Seance "Fornever Laid to Rest" - co lepsze? sami dokonajcie wyboru, ale dla mnie obie te kapele są zajebiste. Tylko jest ta subtelna różnica, że Deicide nagrało trzy świetne krążki i w pewnym sensie poszło do piachu, natomiast Seance nagrało TYLKO trzy krążki ;)

Tribulation "The Horror" - thrash-deatherzy ubiegłej dekady. Prawdopodobnie nagrali cd lepsze nawet od Merciless. Tyle.

niedziela, 28 marca 2010
Co słychać Marcu?

Filmy

[Rec] 2

Pierwszej części nie widziałem, a po samym Reku spodziewałem się płytkiego horroru typu Teksańskiej Masakry czy tych wszystkich Saw'ów. Zdziwiłem się, bo to fajny, można tak powiedzieć, ambitny obraz z naciąganą fabułą, ale za to świetnymi pomysłami i efektami. Trochę kuleje też "współczynnik strachu" - nie było napięcia, nie było emocji ani zaskoczenia. Oglądało mi się łatwo i przyjemnie. Co nie oznacza, że film był kiepski.

2012

Najważniejsza produkcja 2009 i m.in. z tego powodu obowiązkiem było ją ujrzeć. Jak można było się domyślić mamy tu banalną fabułę i wątek osobisty (John Cusack w roli głównej), natomiast za to jest mnóstwo wspaniałych efektów specjalnych z naciskiem na piękną destrukcyjną siłę natury, która objawia się pod postacią niszczenia całych miast, budowli i globalnych rozwarstwiań się płyt. Tych co znają Emmericha, nie zaskoczyły na pewno odważne burzenia Kaplicy Sykstyńskiej, Statuy Wolności i innych ważnych cudów. Zaś niektóre głupotki i niedociągnięcia potrafią zirytować, podobnie jak te sentymentalne bzdety i zachowawczość w wybijaniu ludzi. Niemniej dla samej sprawy jak i efekciarstwa warto zobaczyć, a nawet TRZEBA zobaczyć by być przygotowanym na rok 2012 ;)

To nie tak jak myślisz, kotku

Pierwsza polska komedia/telenowela/co-tam-chcesz od lat kilku. Nie przepadam za polskimi aktorami jak i aktorkami i tendencją sprowadzania wszystkiego do miłosnych nędznych wątków. Jednak "To nie tak..." to zupełnie inna bajka, z dojrzalszą obsadą (Frycz, Figura, Borusiński) i ich wykreowanym przez lata stylem. Cała akcja toczy się w hotelu i poza ten hotel nie wychodzi. Jak na przeciętne komedie jest dosyć długo, ale zarazem nie nużąco (Borusiński jako roztargniony asystent jest doskonały). Zapewne dla niektórych głównym minusem będzie pokręcona jak Moda na sukces fabuła, lecz to mi nie przeszkadzało tak, jak debilny finał i naciągane końcowe gagi. Sporo mam osobistych Ale do tego filmu, no ale to w końcu Polska, więc czego się spodziewać po takim budżecie i potencjale, skoro nawet w świecie sytuacja komedii jest nędzna.

Było jeszcze parę innych, mniej fajnych, o których nie warto pisać, bo mocno mnie zniesmaczyły i zażenowały (m.in. Puls 3, Most). Zatem oszczędzę sobie tego.

 

Gry

Tu (chyba) nie mam wiele do powiedzenia, bo od Borderlands nie ruszyłem niczego nowego. Póki co czekam na założenie internetu w miejscu, które ostatnio coraz częściej "zamieszkuje" i zamierzam zrobić sesję z WoW.

Prey

Gram niedzielnie i jestem zdaje się jakoś w połowie. Nie liczyłem na przełom, ale tyle pozytywnych opinii, recenzji się czytuje, a potem się okazuje, że to FPS jakich wiele. Prawda, parę nowalijek zaskakuje, jednak to typowa strzelanina z naciskiem na refleks, bez jakichś przełamywań granic.

Age of Empires 3

Po latach ruszyłem ostatnią grę z jednych z mych ulubionych serii i żałuję, że tak późno. Czuć staroszkolny klimat Age'ów, świetna nawet jak na dzisiaj oprawa i nawet głupowata fabuła nie przeszkadza :p Fajne, ale zrobiłem sobie przerwe po tym jak dostałem zwiechę pod koniec którejś irytującej misji.

No i w sumie tyle, bo jak mówiłem przy Prey'u, gram rzadko więc i progres jest przeciętny. Ale w kolejce czekają dziesiątki tytułów, których wymienianie zajęłoby tyle co cały wpis...

 

Muzyka

Finntroll "Nifelvind"

No bez jaj. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Dużo folkowych przegięć, za mało konkretów pod postacią blacku i szybszych temp. Może powinienem przesłuchać go więcej niż dwa razy, no ale...

Blood Mortized "Blood Mortized"

Fajna dismemberowata sieczka. Jak dla mnie za mało jest tu szybkich numerów, pomimo to płyta wymiata.

Immortal "All Shall Fall"

HA-HA-HA :p Tak można określić to co stworzyli norwescy pajace. Nie jestem fanem Immortal i nigdy nie byłem, ale debiut bardzo lubiłem. I gdyby trzymali się w tej samej konwencji i nie zmierzali ku cukierkowatej epickowatości byłoby lepiej.

Kalmah "12 Gauge"

Niezły, szybki, kopiący krążek. Te klawisze mogą drażnić i nie powiem by były tu skrzętnie schowane, to mnie i tak się podoba. Co jak co pewien jestem jednego: "Black Waltz" nie pobiją prawdopodobnie nigdy.

Mumakil "Behold the Failure"

CD leżało odłogiem przez długi czas. W końcu po przesłuchaniu... czego można oczekiwać po olifancie? Zawrotnych temp, krótkich utworów i tego mumakilowego polotu, za który tak uwielbiam tę kapelę.

Ragnarok "Collectors of the King"

Nareszcie przestali słodzić, lecz przełożyli to na fragmentaryczne nużenia i dłużyzny. Album generalnie dobry, lecz mogło być lepiej.

Trauma "Archetype of Chaos"

Czyżby to koniec dobrej passy polskiej tuzy? Mnie ta płyta uśpiła jak cholera i jest gorzej o kilka klas niż na "Neurotic Mass" i zdania nie zmienię. Dziewięć razy przeżywania deja vu to nie dla mnie ;)

Było rzecz jasna kilka razy tyle krążków, ale wszystkie je spisać nie sposób.

piątek, 12 marca 2010
Co nowego?

Właśnie wróciłem po swej dłuższej nieobecności na blogu, i w domu. Przez ten czas zdążyło się dużo wydarzyć, ale nei o tym. To co może być interesujące dla zwykłego czytelnika, to może nowalijki z obozu giercowania. Otóż niedawno tak bardzo zachwycałem się Mass Effectem. I to był duży błąd! "Dwójka" jest lepsza pod każdym względem, poczynając na niesamowitej fabule, a na udoskonaleniu wszystkich aspektów (i tak już świetnych), z których składała się podstawka. Jeśli ktoś Sarena uważa za godnego i niebezpiecznego przeciwnika, to się grubo myli. Bowiem konflikt z byłym Widmem to nic! Prawdziwa majestatyczność ujawnia się dopiero podczas zmagań z bezwzględnymi Zbieraczami i desantu na baze Żniwiarzy. Równie epickiej końcówki nie widziałem od wielu lat i finałowy epizod grałem z dziesięć razy, zarazem starając się oszczędzić jak najwięcej uczestników z polubianej załogi :P Gra totalna x4 i nie ma bata :)

ME2 miał być zwieńczeniem mojego giercowania na pewien czas. No ale wpadł mi w ręce Trine. Na pierwszy rzut oka przeciętna platformówka ze współczesną oprawą stylizowaną na oldschool. Zaś po paru etapach zmieniłem zdanie i Trine okazał się całkiem fajnym "umilaczem" (choć momentami bardzo irytującym i przerażającym banałami). Na szczęście (albo i nie), gra była trafna czasowo, już nie wytykając tego, że wystarczyła mi na dwa wieczory.

Jak się okazało, to był tylko trening refleksu przed ostatecznym. Borderlands - kolejny tytuł na który się złapałem. No i wciągnął mnie doszczętnie na kilka dni. MMO-system (patenty z levelingiem, talents tree, epic items) z kreskowkową grafiką i stepowymi tłami. Bardzo dobra giera dla fanów otwartego, ambitnego i wymagającego stukania w klawisze, czy jak kto woli RPS-a :)(więcej info o BL już wkrótce - recka się pisze) Moja dobra forma, jeżeli tak można nazwać stan chęci grania, jednak nadal trzyma się dobrze więc mam zamiar wykorzystać to - Silent Hunter 5, S.Clear Sky i Empire:TW następne :-)

Muzycznie natomiast, zupełnie bez rewelacji. Sporo gorefestowania ("La Muerte" to naprawdę fajny krążek), phlebotomizedowania i ostatnimi dni tiamatowania - dwoma pierwszymi płytami. No i tyle w sumie, bo obecnie czekam na nowy Dew-Scented i z braku laku Unleashed.

poniedziałek, 15 lutego 2010
Mass Effect... Lost Planet!

No ludzie. Dzieło kompletne. Sceptycyzm mój sięgnął maksymalnego progu i cały czas pukam się w głowę, dlaczego tak długo zwlekałem z kontaktem z tą grą. Zdecydowanie jedna z atrakcyjniejszych wizualnie (po dziś dzień), fabularnie i klimatycznie, filmowych produkcji w całej historii rozrywki wirtualnej! Uruchomiłem z myślą "zobaczę o czym to całe Mass Effect jest, bo wstyd choćby nie sprawdzić.", a przeszedłem bez jakichkolwiek przestojów. Nie dlatego, że gra jest banalnie prosta, ale banalnie wybitna. Innowacyjny tryb walki, świetny pomysł z podróżami międzyplanetarnymi i te niezwykłe wędrówki Mako :P

Obowiązek dla każdego gracza, nieważne czy rpgfana, czy rtsfana - OBOWIĄZEK. Chociażby z faktu na główny wątek fabularny z pogonią za Sarenem, czy takie smaczki jak (UWAGA SPOILER) ocalenie lub zabicie Wrexa, poświęcenie Kaidana lub Ashley itd. Już czekam na swój egzemplarz części drugiej ;)

Lost Planet. Co prawda dopiero zaczynam, ale już jestem zachwycony. Grafika wyprzedzająca nawet najnowsze produkcje (co to Crysis?), interaktywność, fizyka i te monumentalne starcia z bossami. Pycha.

poniedziałek, 18 stycznia 2010
BLACKWINDS - Origin

Blackwinds to jeden z tych projektów, które grając zimny jak nieboszczyk oldschoolowy black metal potrafią wpleść nieprzeciętne melodie z niemałym pazurem. Zespół najwidoczniej jest w przechylnej komitywie z Lucyferem, bo zestawienie dwóch antagonistycznych patentów wychodzi im nad podziw satysfakcjonująco. Dodajmy jeszcze do tej i tak mroźnej jaskini z wyludnionych stepów daleko wybiegającego wiekiem, wyleniałego, acz pamiętającego niejedną bitwę o swoje terytorium i swoje samice niedźwiedzia, a dostaniemy mieszankę wybuchową, z szybkimi tempami, chwilami zaciągającymi nostalgicznym smarkiem weterana wojen pod lodowatym Kurskiem i z a jakże klasycznymi rzyganiami demonicznego wokalisty. Mikrofon gwałci Infaustus i z tego co widzę na Metal Archives to jego debiut. Nie wyróżnia się szczególnie, poprawnie wykonuje swój fach zasypując nas salwami jadowitego jak trucizna kobry wysokiego i piskliwego skrzeku. Za bębnami usiadł Lord Mysteriis, bliżej znany słuchaczom także szwedzkiego seniora SETHERIAL. Zagrał dosyć dobrze, ale słychać wyraźny nacisk na prędkość niż technikę, dzięki czemu dostajemy po prostu standardowy blackmetalowy schemat (polecam zapoznać się z krótkim ale treściwym "The Watchers", prawdopodobnie najbardziej esencjonalny perkusyjny utwór). Mówiłem z początku o oldschoolowym stylu kapeli. Otóż bardzo wyraźne inspiracje słychać ojczystym projektem Lorda Mysteriisa, chociaż SETHERIAL brzmiał mniej brudno i staroszkolnie, ale za to zyskiwał na inwencji i melodyjności. Katując Blackwinds mam wrażenie, że obcuję ze starym MAYHEM, tym za czasów "Deathcrush". Co prawda materiałowi genialnością lekko brakuje do wyżej wymienionej legendy, jednak soundowo jest równie nieczytelnie a zarazem czytelnie i klarownie (paradoks?), co zadowoli najwybredniejszego fana syfu i błota pod plakietką "black metal". Czysto przedstawiona sieczka raptownie dociera do przejścia, która rzęsiście atakuje nasze bębenki kanonadą rynsztokowych dźwięków. Każdy riff budowany na więcej lub mniej chwytliwej melodii nie pozwala myśleć, że to już melodyjny black, a i to byłoby mało hojne określenie. Szwedzi grają po swojemu, mimo że na pierwszy rzut ucha unikatowego wrażenia nie robią, brzmi to nowatorsko i skłaniająco do częstego odwiedzania mrocznych czeluści Blackwinds. Oprócz lodu, mamy tu wyraźne wpływy patosu i wzniosłości budowane delikatnie przez co bardziej kulminacyjne zagrywki. Taki IMMORTAL z "At the Heart of Winter" zespolony z SETHERIAL na speedzie. Warto również nadmienić, że materiał jest tak naprawdę w pewnym sensie kompilacją - epka i cztery utwory, chyba nagrywane jeszcze przed rokiem 2000 (stare wydania utworów dostępne do przesłuchania w necie). Nic nie wspominałem o gitarach, jakby elementarnym członie każdego projektu. I tu ponowny ukłon w stronę SETHERIAL - panowie obsługujący gitarę Lord Kraath i bas Zathanel też odegrali w rodowodowej formacji niebagatelną rolę. A wiadomo, że najlepiej, gdy spotka się kilku dziadków z niekrótkim stażem i zacznie łupać i stukać w instrumenty z prędkością światła i z ikrą projektów zapomnianych i legendarnych, bądź nadal aktywnych ale już z lekko zmienionym kursem. Spełnią się w młodziutkiej kapeli, a i fanom dostarczą miły kąsek do zgryzienia. I oby takich albumów jak najwięcej.

8/10

 
1 , 2 , 3